
- Nie ma prasy. [cichutko, niepewnie potwierdza. Na telebimie napis PRASY-NIET!!!]
- Ha ha ha ha [pokój wybucha śmiechem kreacji, ekant z początku przerażony, teraz nie rozumiejąc sytuacji znowu nabiera "profesjonalnego" uśmiechu]
- Tak chłopaki, faktycznie to zabawne, przetarg unieważniony, Klient zbankrutował, miałem napisać mejla… ale nie było mnie przy kompie i ha ha nie ma prasy [zaczyna śmiać się z kreacją]
- ha ha ha [we trzech ryczą radośnie]
[nagle cisza. Obaj panowie wstają julo wciąż śmiejąc się do siebie powtarza „nie ma prasy-nie ma prasy-nieee ma praasy!” robi przy tym kilka wymownych – przerysowanych gestów: znak wiktorii, typowe amerykańskie Yesss!, tańczy przez chwilę niczym hawajska hostessa na lotniczym terminalu dla przyjezdnych starców. Kręcąc biodrami robi obrót, pod koniec obraca się w stronę nadchodzących chłopaków...]
- nie ma prasy, nie ma prasy, nie ma nie ma nie ma prasy!!![julo improwizuje, jednak śpiew zastyga mu na ustach, widzi zbliżających się kolegów]
- i dopiero teraz kurwa mówisz?!
[ekant zaskoczony nagłym zwrotem akcji wycofuje się tyłem do ściany, włazi na mokap wielkiego stendu z prezerwatywami, przewraca się]
- dopiero teraz kurwa mówisz? [Alex w natchnieniu powtarza, powoli cedząc każde słowo]
- czyżby nasz julo nie wiedział, że to trzeba kulturalnie załatwić, re-brifować w konferencyjnej przy kawie, wodzie lub ciasteczku, składając na piśmie wszystkie swoje wątpliwości, zażalenia lub… lub nie daj Boże kurwa takie zmiany!
- Zmiany?! Jakie zmiany, toż to coś więcej niż zmiany, to rewolucja, inpiczment i obalenie założeń systemowych w jednym!!! To jebana Nagasaki i Hiroszima do pierdolonej potęgi, nie mówiąc o drugim lądowaniu na księżycu od spodu, to coś o wiele, wiele… większego.
- Alex! Nie nakręcaj się. Spokój! [Art nie pozostawił Kopiemu wątpliwości iż nie chce słuchać kolejnej tyrady na rzecz odratowania świeckiej tradycji pezetpeerelowskich „słowotoków”]
- Wyjaśnimy sobie kilka spraw i już!!! Prawda? Prawda, drogi ekancie!?
[julo zbierając rozsypane prezerwatywy, przeczesuje swą fryzurę i wyciąga / chowa komórkę jednocześnie, jest nieco zdenerwowany]
- oczywiście, wyjaśnijmy sobie pewne rzeczy, jak wiecie, chłopcy, ja zawsze do usług, tego, służę pomocą, w końcu, no właśnie, w końcu od czego tu jestem, jak nie od tego by wszystko wam chłopcy jak na spowiedzi…
- zamknij się i siadaj [Alex wskazuje miejsce przy małym czteroosobowym stole, odsuwa jedno krzesło, jest wściekły]
- re-brifing! [lekko nuci z nutą szaleństwa Art] re-brifing, re-brifing…
[ekant, na miękkich nogach, z resztkami prezerwatyw na ubraniu, podchodzi do stołu, wokół kreacja wesoło podryguje w rytm rzuconej mantry...]
- taaa… rebrifiiiing, re re de brifinng!!!
[wszyscy siadają do stołu, jakby nic się nie wydarzyło, przyjmują swe role z przekonaniem, ekant gładzi marynarkę i kant spodni, kreacja – Art wyjmuje kartkę i zaczyna szkicować, Kopi zakłada nogę na nogę i zarzuca splecione dłonie na głowę, lekko buja się na krzesłach, w tle słychać – zza okna godowe, nieznośne miauczenie kotów... wszystkiemu towarzyszy cichy dźwięk maszerującego wojska, na telebimie napis w kolorze tęczy DEBILING TIME...]
- czy wszyscy są? [julo rozejrzał się po sali] – dobrze, mamy mało czasu więc może ja w skrócie szybko zagaję bekgrand sprawy i potem, po krótkim wstępie przedstawię agendę zebrania i kolejność poruszanych tematów, które doprowadzą nas do sedna…[Art pokazuje Kopiemu swój szkic, ten się uśmiecha i dorysowuje coś, obaj chichoczą jak dzieci, julo cały czas – patrząc nienaturalnie na sufit kontynuuje monolog] …mamy, mieliśmy, mielibyśmy do zrobienia dżob, którego dedlajn był, będzie, jest na jutro, otóż klient…
- do rzeczy! Do rzeczy! – Art gwałtownie przerywa wstęp / agendę ekanta
- do rzeczy, kurwa! – Kopi rzuca papierkiem o ścianę
- do rzeczy, właśnie, do rzeczy [powtarza julo i natychmiast wstaje] – otóż klient nam zbankrutował i już nie chce lejałtu, co jest wydaje się być oczywiste, pomimo tego, że on czyli lejałt jest gotowy a wy czyli kreacja macie ciężką noc za sobą, musimy wstrzymać pracę nad tym brifem do odwołania
- och ach! [wzdycha Art]
- jak przykro, uuu! – Kopi załamuje ręce, łapie się za głowę, wyraźnie obaj panowie dobrze się bawią, jednak julo nie chwyta żartu…
- wiem, że to ciężko, że żal, że tyle godzin cennej pracy – tyle pieniędzy za każdego z Was agencja ponosi no tego koszty i koszta, ja rozumiem wy jako najlepsi za godzinę bierzecie parę stów, agencja czyli i ja też za to beknie, ale nie załamujcie się sytuacja nie pierwszy raz i nie ostatni się zdarza… ten kraj ta gospodarka, to wszystko… także panowie głowa do góry! Mogło być gorzej, a lejałt zostawcie na gazetkę powiesimy dla juniorów i tego tam!
- Wypierdalaj. Dziękujemy za re-brifing [Alex pokazuje drzwi ekantowi]
- Po co tak od razu obcesowo, wystarczy powiedzieć, nie trzeba krzyczeć, do widzenia, miłego wieczoru życzę wam chłopcy [trzask drzwi, julo prawdopodobnie osiąga rekord sprintu na setkę... wybiegając z pokoju, w tle nie ma już kotów, słychać za to wściekle ujadające psy – w pogoni za kotami. Wojska też nie słychać...]