Archiwum dlaTeofil

Spaceshit 6, by Teofil

77_.jpg

dziennik pokładowy Spaceshit 6, dzień 123 000 podróży []

Ta podróż trochę się dłuży, gdy wsadzali nas przez dźwiejnie na pokład, nic nie mówiono ani słowa o 120 000 ziemskich dni lotu… “happy people and peace man!” nic dodać nic ująć “peace man!” – podróż się dłuży i skończyły się pikle. :( jest źle. ludziaki nam pozdychały, ktoś nie dopilnował karmienia. Załoga ma niskie morele. Jeszcze gorzej z posłuszeństwem wobec kapitania czyli mnie… trudno mi teraz o tym pisać, bo na pulpicie mam ich rozrzucone gałki oczne, nawet tego nie upilnują… co za bałagan…

Przykrywam ogonem Drugiego Oficera swoją falówkę i próbuję się na trochę obudzić. nic to nie daje. dryfujemy od 1000 ziemskich dni w kierunku czarnej dziury. bez silnika, bez nadzieji na jakiś kurwiplanet albo burgerburdel. nuda nas ogarnia wszystkich. nie powinienem o tym pisać ale od paru ładnych chwil wyczuwam, że ktoś podgryza mi łuski na grzbiecie. brrry… co za okropność!

Pierwszy zgłosił się o urlop wychowawczy w N sektorze z dwoma dmuchaczami na bargnidzie. nie wiem jak mu odmówić, tym bardziej że Zrombele strasznie cuchną popcornem w okresie godów. wyrzuciliśmy go na najbliższej stacji planetarnej by łapał stopa. ale zapach wciąż czuć

Nie potrafię nic więcej napisać – nie chce mi się myśleć. a drzwi kapitańskie już obsmarowane na maksa. skończę tę framugę i lecę pochować ludziaków. strasznie wyglądają tak leżąc w kupce przy mojej nodze.

pozdrawiam – nie wiem czy do tego czasu nie skończą mi się długopisy, a pić trzeba

Wasz smutny dryfujący Para Solinass.

Spaceshit 5, by Teofil

77_.jpg

nie jest źle, jest tragicznie. w poniedziałek czasu marsjańskiego czyli w środę ziemskiego +- 7 dni, odpadł nam lewy silnik. Zawracamy i szukamy go w okolicy czarnej dziury.

niech mnie skoczkorąsie biją ale że mamy w rakiecie silnik i to lewy dopiero teraz przeczytałem w manualu pokładowym! mój niewidzialny asystent urwał się na randkę z latarnią morską, więc pozostałem sam z tym bałaganem. Nie mam czasu nawet zamoczyć rury w oleju, nie mówiąc o wyciągnięciu czułek. siedzę i narzekam “happy shiny people!” żeby akurat teraz zawrać.

straszna dziura z tej dziury, odnaleźliśmy tam kilka promów kosmicznych, dwa transportowce z LV 50 oraz jakiegoś grata “nostromo”… ludzie są śmieszni, gdy spytałem o lewy silnik załogę Nostromo, Ci zaczęli machać odnóżami i biegać krzycząc “kill me”. czasem wydaje mi się, że to wszystko to jakieś scie-fiction.

wrócił asystent, dzięki za to! mógł wreszcie zamknąć nasz dziennik pokładowy, strasznie wiało, gdy był otwarty. nie wiem, czemu ma 1 oko więcej? to podobno chwilowe. no i przyniósł silnik. sam go zabrał. dowcipniś “aj lov ju bejbi” nie ma co, nie ma co.

Wasz Para Solinass

p.s. Czy nie wiecie przypadkiem, czego dodają do Waszcza na zimno, że tak kosmicznie faluje gdy go się zasysa???

Spaceshit 4, by Teofil

77_.jpg

Całkiem niedawno, bo 300 lat temu, zupełnie mi odbiło. Zpośladkowałem na maksa, jeśli nie wiecie co to – odsyłam Wasze wewnętrze sonary do drzwi, na których napisano definicję czynności zwanej u nas “zpośladkowaniem pospolitym”. To coś pomiędzy brwieniem a zandlem… kumacie? To git! No więc, zpośladkowałem na sam widok mego asystenta, którego nie widziałem nigdy wcześniej. Zawsze siedział w mej kabinie niewidzialny, w zasadzie siedział tylko jego nadajnik myśli i dobrze nam się dryfowało w tę kosmicznie nudną dal. Ale pokazał się i zobaczyłem, jaki jest dziwny. To nawet nie fakt, że był brzydki i posiadał groźnie nastroszone bukiety niezpominajek na plecach, mnie przestraszył. To co innego. W swych nadajnikach dźwięku wyrosły mu kły a w łapkach ciśnieniowych pazury. …zpośladkowałem na miejscu… a gdy wyczyszczono pokład i już obaj siedzieliśmy na teleskopie podziwiając tworzącą sie czarną dziurę, opowiedział mi przecudną historię.

oto ona:

“gdy wylądowałem mój cudowny kapitanie na V347 i miękko osiadłem pomiędzy burdelem a stacją dokującą paliwo i poczucie humoru… zobaczyłem grupę żebrzących melków. I nie wiem, co pokierowało moimi asystenckimi kułkami w ich stronę, jednak przyłączyłem się do nich. Zostałem jednym z nich. Razem rabowaliśmy statki i zjadaliśmy ich dzienniki pokładowe przez następne parę lat. Było dziko, było fajnie, było inaczej. Pokochałem pewną żebraczkę i byłem szczęśliwy. Skończyło się wo wszystko dramatycznie, gdy zaarasztowała nas policja podczas próby włamu do kiosku z drzwiami na marsie…

jak wiesz tam nie ma lekko. Rozłączyli nas i osadzili w kopalniach, ciężka praca szybko nauczyła mnie szacunku dla innych statków i form życia. Zostałem prawym czlowiekiem i wzorowym asystentem – dlatego też powinieneś dać mi od następnego odcinka podwyżkę!”

Ja na to, po krótkim zastanowieniu, szybko się zgodziłem i znowu nie widuję mego asystenta nigdzie. Nawet nie wiem, czy wciąż dla mnie pracuje, czy nie obija się znowu ze stadem żebraczym… Nawet nie wiem, CO ma ta opowieść wspólnego z moim pytaniem!? Skąd te cholerne pazury i kły u niego?

zapytam następnym razem, mam nadzieję że szybko do tego nie dojdzie, gdyż zpośladkowanie to okropnie obleśny stan…

Wasz Para Solinass

Spaceshit 3, by Teofil

77_.jpg

…brrr

Trafiłem kiedyś na fajne i mądre drzwi, które poza stepowaniem miały napis z przodu [albo z tyłu?]. Choć czytanie drzwi to domena mądrali, to się skusiłem i pamiętam, że przeczytałem tam: “są rzeczy wyjaśnione, są rzeczy zbadane i zimna always Coca-cola”. Brrr… ale ja w to nie wierzę. zresztą wystarczy wyjrzeć przez luk pokładowy na drogę mleczną… happy people! prędzej zobaczę niż coś zbadanego. Bo jak wystękał tow. Za Lany: kosmos to niezbadana dziura bez dna!

Pamiętam kiedyś byłem jedną macką na Ziemi, taki niewinny wypad na weekend. Brrr… świetne miejsce, można i pofragmentować asflaty i przepierdzielić kilka ciężkich biowdupów w miejscach z dużym znakiem na przedzie. fajnie było. do dziś mam refleks w prawym szkiełku na samą myśl, moczy mi się przewód. no właśnie a propoz – przypomniało mi się, że muszę nakarmić zwierzątko stamtąd pamiątkę. Brrr… miłe to takie, się pląta za mną po pokładzie. chyba szczęśliwe bo macha odnóżami i kłapie paszczą bez przerwy w stronę mojego bungla… ten człowieka.

maleństwo. karmię je okruszkami kitu kosmicznego. strasznie mało rośnie, ale czytałem że przekarmione robi się leniwe. Brrr… cokolwiek to znaczy. sklonuję i zobaczę w wersji przekarmionej.

tymczasem gwiezdnym kwasem!

p.s. sorry za to ciągłe “brrr…” ale to ten ciężkookres gdy siekam, wąskoszosuję i kloaczę. technonatury nie da się oszukać, nie mówiąc już o tej kosmicznej!

Wasz Para Solinass

Spaceshit 2, by Teofil

77_.jpg

co to jest “June”? nieważne, nie będę sobie skręcał takimi rzeczami wniebowodów, po co mi kolejna plamka na oddechu? właśnie…

Dziś święto, sąsiad wreszcie się zaktywował, stanęło mu na punkcie “hello-mamatata-bravo” kilka razy, niewiarygodne prawda? spotkałem go w kajucie, bo właśnie go nie było. zamieniliśmy ze sobą kilka zapachów vivahuraicznych sztorców. Tęsknię za rodzinną planetą, za swoim kawałkiem spirytusemjadącejwatki upchniętej w kąciku paznokcia mego braaalaburdla. Tam śpię i oczywiście zrzucam biotkankę. się zebrało na wspomnienia… ech.

Ale służba nie drużba, na radarze nadlatuje biały błyskający punkt, chyba go ominiemy bez większych wrrr-brry-stukupuku problemów. Idę się nawalić. a potem położyć kość ogonową spać bo impreza przede mną.

ciao!

starszy dymódzca Para Solinass

p.s. nie komentujcie tego, gdyż nie jestem pijany

Spaceshit 1, by Teofil

77_.jpg

Dzień minął całkiem spokojnie. Wywinąłem tylko dwa wieloruraki na lewą stronę, ściągłem ze dwóch trzy a potem jak zwykle hycnąłem nibyrządkiem w górną część pokładu. Nawigacja nie działa, siadły sterotetryki, puściła mimochodencja i to w samym środku śród czerpnięcia.

Skąd ja teraz wytrzasnę tyle elementów podgorzelni na suszenie w podeszewie, przecież nie zdążę dolecieć do najbliższego ścierwiacza czy innego całodobowego pierdolnijsedrinkbaru. No wellcome everybody, nie ma co. i tak cały full czerpiec bluzgam. No wellcome everybody, nie ma co.

Zostało mi tylko dodać, że całkiem normalne jest niezrozumienie tej gwiezdnej depeszy, czytelniku, wiadomo – nie walniesz z gruchoeutykraki to nie pojądrujesz mimochodnikiem tylko będziesz boczyło okołosiłowymi zadupiami.

czołem,

starszy dymódzca. Para Solinass

p.s. wciąż rośnie dymomierz! czy ktoś nie mógłby dosłać pocztą choć kropli brzęczywdłoni szkła?