Archiwum dlarym cym cym

*** by Martin

***

Stara książka, płyta winylowa.
Treści puszczane kilkakrotnie.
Taka ludzka poza.
Niedwuznaczna, nie kartkowana.
wydaje się mądra bo nie czytana.

Kolejny obrót na 33.
Wklęsłe historie pisane od nowa.
Wgryzająca się w płytę melodia.
Pod opuszkiem słuchającego palca.

Kto ostatnie rzuci zdanie.
Zamierzy się ostrzem słowa
Wychodzi po staccato, bez braw.
Klucz wiolinowy w drzwiach.

Zdanie złamane w pół akapitem.
Płyta i strona. Dwa słowa.
Zagłuszony krzykiem rytm.
Zwietrzały zapach drukarni.
On i ona. Zaczyna się wszystko od nowa.

Nam

tu nic nie czuję, nawet czuć nie próbuję
niczego mi nie brakuje w tym pustym tłumie
nie cieszę się jeszcze. nie miałem prawdziwej okazji
porozrzucałem wszystko w mieście. pełnym braku fantazji
śnił mi się wczoraj dzień. prognoza nieurodzaju.
na mój smutek padł cień. mój własny sposób na szczęście
zapuścił mały ostry cierń, wiercąc w pustym sercu z zacięciem
ślad pierwszych słów wypowiedzianych głośnym szeptem
nie cieszę się jeszcze. i to nazywam szczęściem.
reszta umiera. ze śmiechu. ja rosnę toczony rakiem,
żyję tym pustym uczuciem a raczej uczuć brakiem.