Archiwum dlaMorela

Adella by Morela

lov.jpg

Delikatne promienie porannego słońca zaczęły powoli dotykać zmęczonej niespokojnym snem twarzy Adelli. Jakby z niezadowoleniem, wykrzywiła się w grymasie jej buzia, promienie szybko przebiegły refleksami liści za oknem… i zniknęły za przypadkową chmurką. Adella powoli otworzyła oczy, westchnęła i przeciągnęła się niczym mały kociak w swym kocim kącie. Szybko rozejrzała się, poprawiła natychmiast słuchawkę, jakby w oczekiwaniu na kolejny telefon i wyprasowała zgrabnym ruchem dłoni kant spódnicy. Wstała i spojrzała zadowolona za okno. Nie padało. Niebo, choć wypełnione małymi chmurkami, zachwyciło ją. Uśmiechnęła się. “Nie pada” – pomyślała na głos i ruszyła raźnym krokiem przed siebie. Po drodze zrzuciła buty i boso wyszła z chaty.

Wilgotne zimno podwórkowej gliny masowało stopy Adelli i sprawiało, że czuła się rześko. Wiatr rozczesał wesoło jej fryzurę na boki, malując szeroki uśmiech. Oczy, choć zmęczone brakiem spokojnego snu, rozbłysły na nowo. Dziewczyna, zapominając o wszystkich troskach rzuciła się biegiem w stronę porzuconego pośrodku pola starego drzewa. Glina zamieniła się w przyjemną, atłasową trawę. Wszystko po deszczu natychmiast urosło, wszystko w przeczuciu nieuniknionego powrotu deszczu rozpychało się na swych kawałkach ziemi. Rośliny rosły w oczach, Adella cieszyła się z nimi. Wiatr wesoło wyginał drzewem, jakby zapraszając do tańca. A. szybko znalazła się przy swojej staruszce, która teraz dawała jej oparcie o krótkim wysiłku. Oparła się o pień i zamknęła oczy na moment wczuwając się w ruch drzewa. To kołysanie sprawiło, że stało się wszystko płynne, powietrze wypełnił zapach płynącej z zakamarków kory gęstej bursztynowej żywicy. Liście przygrywały kolejną melodię specjalnie dla Adelli. Ona uśmiechnięta osunęła się na miękki mech i powoli rozejrzała się po posiadłości. Czas jakiś studiowała kształt domu, “nie jest taaki stary” pomyślała “a pewnie! jest piękny” odpowiadała sobie po cichutku. Inaczej patrzyła na wszystko, szczęście wróciło bardzo szybko do jej serca. Czy na długo?

- Czy na długo? – to pytanie przez chwilę spowiło cieniem jej oblicze. Jednak natychmiast zapomniała o nim, widząc jak na niebie przelatuje klucz dzikich kaczek. Pozdrowiła jej wesoło i policzyła, jeden-trzy-sześć…

dwanaście! pięknie, pięknie bo dzisiaj wszystko jest piękne. To nic, że zostało jej tak niewiele czasu… ona chce by już nie padało… nie padało do końca. Jej końca.

Adella by Morela

lov.jpg

Telefon dzwonił, tak jak dzwoniły gałęzie starej Topoli o stary dach domu pośrodku pola w środku deszczu stulecia. Gdzieś na końcu świata, w nieznanym miejscu Adella odwróciła niepewnie głowę od okna. Spojrzała na ciemny kąt pokoju, gdzie na zakurzonej podłodze z desek, krzywo spoczywał pod krzesłem stary, czarny aparat telefoniczny. Tam, gdzie pająk związał swą nitką słuchawkę z wytartym kablem z widełkami, tam gdzie ten sam pająk leżał już martwy… drżał niespokojnie mechanizm dzwonka. Adella patrzyła w kąt, drżała ze strachu, czy z zimna. Nikt nie wiedział, nawet deszcz jakby zamilkł i ciszej stukał w brudną szybę domu. Wszyscy czekali z napięciem na to, co się zdarzy.

- halo! haloo! kto mówi? – drżały w ustach Adelli kolejne słowa, siłą strachu wypełniając wnętrze domu. Z drugiej strony słuchawki nikt nie mówił, przez chwilę słychać było jakby oddech ciężki i zmęczony oddech, zimno się zrobiło Adelli ot tego oddechu. Spróbowała dodać sobie odwagi powtarzając do słuchawki – Halo? co to za żarty? Proszę się odezwać!

Cisza. W słuchawce cisza, w domu tylko gałęzie nie przestały stukać w dach. Adella poczuła, że to nie jest pomyłka, drugą sobą poznała że to NIE jest żart. Stała tak i wsłuchiwała się w szum z drugiej strony kabla, oddech ciężki i mrożący krew w żyłach świst… – A. On nie był mój. Słyszysz! On nie był nigdy mój. – Adella podskoczyła, wyrwało jej się z głębi serca całą piersią – Inez! Inez! Słyszysz mnie, gdzie jesteś, Inez!!! – sygnał przypomniał jej o tym, że krzyczy w pustkę, rozmowa się urwała.

- Inez… Ty nie żyjesz – Adella osunęła się powoli na podłogę, trzymając kurczowo słuchawkę, niczym rękę matki kiedyś w parku skacząc pośród świeżych kałuż by nie zatoczyć się. Ta słuchawką w jej ręku, ona w jej mocy, obie kucnęły w kącie. Wspomnienie siostry, która się utopiła w stawie 5 lat wcześniej… wspomnienie Inez, której ciała nikt nie znalazł do dziś. Brrr… wstrząsnął nią dreszcz. “Nie to nie to! To nie ona!” przez głowę przemykały myśli pocieszające “ale teraz akurat, gdy wspominała ją – ona dzwoni! To nie ona”. Adella wróciła do momentu spotkania z Nim, gdy pokłóciła się z matką, dorosła i dojrzała i zmarła po raz pierwszy, nie ostatni…

- Jesteś? Chcę Ci coś powiedzieć, rozmawiałam z matką… – pytanie zamknęło uśmiech na jej twarzy równie szybko jak się pojawiło. To, co zobaczyła na zawsze zmieniło jej życie. On jej ukochany, świątynia, wciąż nie sczytana biblia, posąg, kochanek, jedyny, mężczyzna jej życia… On! W ramionach Inez. Rozchełstanej, frywolnie rozłożonej na tym wszystkim co do Adelli dotychczas należało. Na Nim. Inez i On. Siostra, która powiedziała tylko jedno zdanie:

- A. zostaw nas samych.

Potem to lato, gdy wszystko było niby normalne, niby w porządku. Inez z Nim i A. cierpiącą w milczeniu, krwawiącą za każdym ich uśmiechem, filrtem, gdy się dotykali umierała, gdy się całowali już nie żyła. Mimo, że już miała Borysa. Mimo, że już z Nim nie była. To chora sytuacja tych wakacji. Gdy Borys poznał Inez, rzekł zamyślony do A. “Twoja siostra jest piękną kobietą!”. “Wiem – szepnęła do siebie Adella i jednocześnie w głębi serca śmierci Inez życzyła. Inez wtedy się utopiła. W stawie, w nocy, gdy pili, gdy nikt nie pamiętał nic. Dziwne, że nie znaleźli zwłok w tak małym stawie.

Adella westchnęła, słuchawka opadła na podłogę, ręcę w piąstkach zakryły wilgotne oczy. Deszcz zaczął mocniej bić w szybę, zagłuszył łkanie zmęczonej dziewczynki, która przytuliła się do leżącego kabla niemej słuchawki i usnęła.

Adella by Morela

lov.jpg

Adella patrzy na pole, kolejny piorun wiąże przestrzeń pomiędzy niebem a ziemią, jakby chciał podnieść Ziemię odrobinę bliżej nieba. Adella kolejny raz zobaczyła swoją twarz w oknie i postanowiła opowiedzieć o Nim. Ale to było dawno. Zacznie więc od początku, ma jeszcze czas… odrobinę czasu przed tym, co nie podważalne.

Wydaje się, że to było tysiące lat temu… dla Adelli wtedy zaczął się pierwszy dzień reszty jej życia. Też padał deszcz, wtedy padał inny deszcz bo i miejsce było inne. Miasto. Miejski deszcz jest inny, ciepły i pobudzający do życia, krople małe, nieznośnie łaskoczące twarz zmuszając do uśmiechu każdego idącego ulicą, którą Adella biegła.

Biegła bo była młoda, bo była inna niż teraz, pamięta to do dziś, gdy zmieniło się wszystko. ten dzień, chyba środa w połowie września, gdy deszcze jeszcze były ciepłe… i częste. Adella miała lat… jednak nie jest to najważniejsze, ważne, że wtedy w tym dniu i w tym deszczu dojrzała, rozkwitła – wyrastając na kobietę. Rano, przed wykładami jeszcze raz rozmawiała z matką. Krzyczały na siebie, Adella niegrzecznie odpierała smutne zarzuty, matka ulegała jej krzykowi nie próbując nic tłumaczyć. Obie się zezłościły na siebie. Ten telefon dotyczył oczywiście mężczyzny… oczywiście słuchawka została rzucona na pół drogi między parkietem a szafeczką. W mieszkaniu Adelli telefon stał na szafce w korytarzu. Słuchawka została w tym bezruchu do końca dnia. Adella rzuciła słuchawkę, mokra od łez, nienawidząca i wściekła na matkę rzuciła i ją, odrzuciła jej argumenty razem ze słuchawką i wybiegła na ulicę. Padało przyjemnie, wszyscy się śmiali – chyba tak, chyba wszyscy poza A. jej się tak wydawało “Niech się śmieją!!!” myślała biegnąc coraz szybciej.

Delikatne usta Adelli drżały, oczy szeroko otwarte mokre od łez patrzyły przed siebie w niewidoczny punkt, przebiegła przez czerwone światło, wpadała na kobiety z zakupami, potrąciła mężczyznę, który po raz setny przypalał w deszczu mokrego papierosa drżącymi po nocnym aloholu rękami. Adella przebijała się przez ten uliczny świat, nie zwracając uwagi na nic. chciała jak najszybciej znaleźć się u Niego. Tam ukoi swój smutek, utopi swój gniew w Jego ramionach. Nie będzie już pamietała rozmowy z matką, nie będzie pamiętała słuchawki, która zawisła w przeraźliwym bólu porzuconego przedmiotu… Adella póki nie znajdzie się w Jego ramionach będzie jak ta bezbronna słuchawka… to naiwne porównanie sprawiło, że przyspieszyła… czuje to bezsilne dążenie prawem ciążenia w kierunku ziemi i jednoczesne uwiazanie na długim, pokręconym i grubym brązowym kablu do matki…

A. nie myśli już o tym. To tu, drugie piętro po szerokich, starych przedwojennych schodach, marmur starty i obity, gładki na pierwszy rzut oka bardzo delikatny, niczym wyrzucane na brzeg morza po burzy pnie… z szacunkiem przeskakując co drugi schodek nie myśli o tym jak będzie. Ma za nic fakt: że nie wygląda, że nie ładnie, że bez makijażu i po deszczu – “Nic nie ma, jeśli jestem z nim, wszystko to on” – mantra na ustach młodej studentki Adelli wybijała się śladem na jej sercu przy kolejnym schodku.

Teraz: Pukanie do drzwi, klamka. Skrzypnięcie parkietu, buty zrzucone w biegu, uśmiech na twarzy (wreszcie uśmiech)! Zapach tytoniu, nieznośna duszność męskiego pokoju, w którym prawie nigdy się nie wietrzy… Adella to kocha i On. I Jego też… gdy wreszcie Go…

- Jesteś? Chcę Ci coś powiedzieć, rozmawiałam z matką… – pytanie zamknęło uśmiech na jej twarzy równie szybko jak się pojawiło. To, co zobaczyła…

Dzwonek… Dzwonek. To mroczny kąt pokoju w domku na wsi z widokiem na moknące pole ożywił się. Adella, podskoczyła ze strachu, na szybę padł jej strach, otrząsnęła się ze wspomnień i spojrzała w kierunku telefonu, złowrogi fragment pokoju odezwał się “odbierz!”. W jej głowie znowu boleśnie skręcił się długi, plastikowy przewód do słuchawki… “mamo. Nie.” Cichy szept wstrząsnął niczym dreszcz jej ciałem…

Adella by Morella

lov.jpg

Wiatr przywiał przed dom Adelli i Borysa stertę zeschłych po długiej suszy liści i kilka starych wspomnień… Adella miała czas by je z tych liści wyciągać po koleji… liść po liściu przebierając w przeszłości.

Borysa straciła, zanim Go poznała… dlaczego? to proste, znała już ten dotyk, te miękkie opuszki biegnące wzdłóż jej karku, szukające ucieczki przed włosami. Znała ten oddech, który ogrzewał jej czoło i wysysał cały zapach z pachnących morelowym szamponem włosów. Nie mogła zapomnieć także innych rzeczy, na wspomnienie których rumieniła się od razu… Borys to powtarzał, nic nowego nie wprowadzał w jej życie. Menu pozostawało to samo, tyle że odrobinę bardziej nachalne… dojrzałe. Gdy się spotykali na studiach, ona studiowała wtedy jeszcze historię sztuki, on był wybitnym studentem na wydziale agroturystyki… gdy się spotykali w przerwach pomiędzy wykładami, egzaminami, zerówkami ustnymi i pisemnymi sprawdzianami to na parapetach uczelnianych, w zadymionych brązowym dymem tanich papierosów knajpach spotykali się i przeżywali wstydliwą powtórkę z historii ludzkich uniesień… Adella znała to już wcześniej i Borys tylko nieudolnie jej o tym przypominał. Inny zapach, inne napięcie i natężenie nie zatarło w Adelli wcześniejszej miłości.

Dlaczego Borys był pierwszy? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi… Adella nie umie się wytłumaczyć z własnej niekonsekwencji… bo tak chciała! Bo tak chciał zazdrosny, męczony domysłami Borys. Teraz, gdy nie ma Borysa, gdy list od tego drugiego został przeczytany… Adella spowiada się kroplom deszczu ze swego życia. Patrzy w kąt pokoju, mroczny i tajemniczy cień, przypomina jej o braku czasu. Adella patrzy na krople deszczu i w kąt pokoju, co raz odmawiając smutną mantrę:

“nie pamiętam, nie pamiętam, nie pamiętam… pamiętam!” – zacisnęła czerwone usta w grymasie złości, upuściła list pod nogi podeptała… niczym mała dziewczynka starego misia, który już nie dawał tyle radości i ciepło co nowa zabawka… Adella była zła. Nic tego nie zmieni. Musi o tym opowiedzieć wiatrowi i kroplom deszczu. “Niech pada” – myśli Adella, “Niech opowiada” – wzdycha szyba okna…

Adella by Morela

lov.jpg

Wyjęta z torebki koperta nieznośnie paliła się w dłoniach Adelli. grzała jej wilgotne ręce tym, co w środku napisane. Adella nie spojrzała ani razu na kopertę, gasiła pożar serca zimnym deszczem za oknem.

Cała drżała, postanowiła że nie będzie przedłużać tej chwili w nieskończoność, lekko nadszarpnęła spojenie papieru, poszło jakby na złość, przedarła fragment kartki w środku. Zwiesiła głowę, zapłakała głośno na dłoniach poczuła łzy, papier westchnął jej smutkiem. Wyciągany list był niegrzecznym śladem młodości, teraz wydrukowany na poczcie z drukarki, tylko z drukarki bez cienia osoby piszącej bił w nią swymi nagłówkami. Adella nie wiedziała, czy chce to czytać. spojrzała jeszcze raz na pole. Nie, nie chcę tego przedłużać, teraz gdy wszystko już jest za mną… wybacz. Myśl ta przetarła się w chwili gdy zobaczyła kilka pierwszych wyrazów i zaczęła czytać na głos, szept był podsłuchiwany przez wiatr targający topolą:

jeśli Ty nie istniejesz, nie ma mnie, nie pada deszcz, nie wiem co jest, przecież byłaś, czułaś mnie, choć nie znaliśmy się… jeśli Ty nie istniejesz, jeśli… to ja nie istnieję, nie istnieje to, co czuję bo Ty mnie definiujesz. czy to sen czy jawa? Ty masz mnie, ja nie mogę sobie pozwolić nawet na Twoje spojrzenie, nie mam nic.

A. czy pamiętasz dzień w którym, miałaś na sobie zielony kapelusz, ktoś podał Ci dłoń w autobusie jadącym na wschód? To ja, na tyle mnie było stać, ale teraz wiem, że to za mało. Wiem, że jesteś dla mnie a ja istnieję dla Ciebie! Przyjeżdżam… chyba, że deszcz nie pozwoli mi do Ciebie trafić. Chyba że nie przeczytasz tego na czas. Czasu mam mało…

K.

p.s. jeśli nie – zniszcz ten list, zapomnij i wybacz!

Adella nigdy nie dostała listu od nikogo, poza ciotką która już nie żyje od dawna… Borys nie pisał, Borys mówił czułe i gorące słówka – pisać nie lubił. A teraz ona stoi przed oknem, list moknie od łez… tusz kiepskiej drukarki z poczty rozmywa się. Dlaczego, dlaczego? Dlaczego nie wtedy? pytała siebie, patrząc na resztki tekstu. Patrząc na datę… to było rok temu. dokładnie rok temu się dowiedziała, że kochał ją nie tylko Borys. Boże! Obaj odeszli. Teraz i ona odchodzi, nie dowie się kto ją tak mocno kochał. Nie dowie się, kogo Borys za tę miłość przeklinał biegnąc w pole. Skąd wiedział?

Nieważne, teraz już nic dla Adelli nie jest ważne. nic.

Adella by Morela

lov.jpg

…deszcz wciąż padał. uderzał w okno i bezlitośnie przypominał Adelli o jej sprawie, wystukiwał morsem wszystkie proste słowa mówiące o nadchodzącym końcu.

“Jestem tutaj sama, zupełnie sama!” powiedziała na głos, rysując kręgi na tafli nierównego szkła – jej oddech przerywany łkaniem zostawił swój testament w postaci szybko znikających śladów pary. Była ciepła, ciepła lipcowa noc. Pierwsza taka, kiedy pada deszcz, ludzie mówią że popada do końca sierpnia, bo Bóg wreszcie, po dziesięciu latach suszy zwrócił się w kierunku ich kraju. Susza wiele uczyniła złego, ludzie pomstowali od wielu dni i bluźnili, tylko Adella ma dobre wspomnienia z czasów sprzed pory deszczowej.

Może teraz, kiedy pomyśli o tych czasach może wróci to do niej, może się obudzi obok Borysa, który jak co niedzielę będzie pachniał świeżo wypitym Jasiem… miała słabość do Jasia i do Borysa tym Jasiem upijającego się na werandzie ich domu. Nie pił zbyt dużo, tyle by “podkręcić atmosferę” jak to mawiał sam do niej na ucho lekko nadeptując jej stopy w tańcu do nieistniejącej muzyki puszczanej z zepsutego radia. Tańczyli tak do rana… we dwoje wtuleni w ciszę, upalną bezdeszczową ciszę.

Tańcz dla mnie Borys – pomyślała i zapłakała, nie mogąc więcej wspominać sięgnęła po torebkę, która była teraz jej ostatnim świadkiem tego co czeka opuszczone kobiety bez pola… W torebce spoczywał list, wydrukowany na kiepskiej pocztowej drukarce e-mail. W nim znajdzie sówj koniec, przepis na ukojenie – wieczne zamknięcie tego wszystkiego. List od człowieka, który teraz płacze w innym miejscu, w innym czasie. List od człowieka, którego nie pozna, nie znała ale który zmienił jej życie w deszczową tragedię przed oknem.

Adella sięgnęła niepewnie do torebki, zanurzyła dłoń w ciemnej czeluści skórzanego ciepłego i pachnącego papierosami żyjątka… cielęca skórka dzisiaj Adellę raniła w dłoń niczym papier ścierny. Torebka nie chciała oddać swego skarbu. Nie wpuszczała dłoni, zasłaniała się portfelem, pustą paczką Marlboro Lightsów, zapalniczką boleśnie wbijającą się w długie paznokcie… chusteczkami, kredką do oczu i kluczami do szopy stojącej na polu – obcym sprzedanym innym ludziom polu. “Wpuść mnie!” zapiszczała przez łzy, dłoń natknęła się na ostrą krawędź papierowej koperty, wyczuła spojenie – zamknięta i zdobyta, trzymana w ręce – siłą wyciągana z niezadowolonej torebki! Dziś się otworzy koperta, dziś zamknie się wreszcie życie Adelli.

c.d.n.n.

Adella by Morela

lov.jpg

Dzień wcześniej było wszystko dobrze i nic nie zapowiadało tego co się stało. Adella była mocna, dominująca i pewna tego, że wie czego pragnie w życiu. Dzień wcześniej było wszystko. Wczoraj nie padało, nie padało od 10 lat. Dziś pada deszcze, dziś nie ma nic.

Deszcz padał na odbicie Adelli, albo raczej na taflę szyby, w której się odbijała jej twarz. Bezbronne stare, drewniane okno, mimo że zamknięte, delikatnie poruszało się w luźnych zawiasach w rytm wiatru… i ona delikatnie czuła na twarzy zapach oddychającej po długiej suszy ziemi. Ulga deszczu nie dała Adelli nic. Ona po prostu usychała z mokrą twarzą patrząc na deszczowy świat…

Po co tutaj przyjechała, dlaczego to zrobiła? Odpowiedzi nie znajduje już od godziny, woda wygotowała się w czajniku rano, ogień zgasł pod zwęglonym dnem czajnika. Adella nie rusza się i tylko stoi patrząc na zacierający się horyzont, na drzewo, na na pole które już nie jest niczyje, jest sprzedane. wygląda od dzisiaj inaczej… bardziej złowrogo, groźnie i chyba po prostu obco. obce pole. mokre, bezlitośnie smagane deszczem – sprzedane i zmyte… pomyślała!

Serce Adelli mokre bo krwawi, choć jak ma nie krwawić skoro krew pompuje… ale Adella ma w sercu kilka niezagojonych miejsc, które się nie uleczą. nowa rana niespodziewanie nadeszła z dniem dzisiejszym. Głośny niegrzecznie deszcz nie pozwalał jej o tym zapomnieć, krople mają inny kształt, są mniej słone niż to co maluje się na jej twarzy teraz. łzy kłócą się z odbiciem w szybie, mają inne tempo niż woda z nieba. to czasem wygląda jak słodka woda wpływająca z delty dużej rzeki pod prąd w zatokę morską… Adella się uśmiechnęła. To był jej ostatni uśmiech w życiu, zaplanowane poruszenie kacikami ust wywołało tylko lekką mimikę twarzy która stała się teraz smutniejsza.

Borys odszedł… poszedł w pole zanim zaczęło padać… “chmurzy się!” – prosiła. “nie chcę wiedzieć, co mnie czeka” uniósł dłonie i wybiegł na pole. Sprzedane złowrogie pole, które już nie wygląda tak jak wtedyu gdy Borys kochał Adellę a Adella kochała Borysa.

Deszcz zmył resztki nadzieji z twarzy Adelli, zaczął się Jej ostatni dzień życia.

c.d.n.n.*

*ciąg dalszy niestety nastąpi