![]()
- tak… tak
- Czyli możemy iść do domu, pospać trochę… [rozmarzył się Art]
- Tak. [bezmyślnie przytaknął Kopi, po chwili następuje nagłe olśnienie]
- Nie!!! Nie możemy iść!!! Musimy pokonać system, pokonać się sami i wygrać z nieprzyjazną koniunkturą!
- Co ty pier… [Art nie ma siły na dalsze dyskusje z partnerem]
- Właśnie, by obalić system, MY zrobimy ten lejałt i wyślemy go klientowi, który prawdopodobnie już zbankrutował – w ten sposób zbankrutuje także agencja, jako podwykonawca i zleceniodawca, za naszą darmową pracę! Ha!
- Czekaj, czekaj, czy ty na głowę upadłeś, ja wszystko skasowałem przecież! Zresztą to już nie aktualne, odpuść Alex… chodźmy do domu.
- Nie! Siadaj do komputera i otwieraj te wszystkie swoje drogie mniej i więcej licencjonowane zabawki, bierz w rękę mysz i wgryź się ze mną w temat! Tak wgryź się, jak za dawnych czasów, pamiętasz? Gdy robiliśmy pierwsze zlecenie?
- Acha, ogłoszenie prasowe do Dziennika Wołeckiego, jeden moduł – reklama serwisu zgrzewarek…. jak mam zapomnieć, to nasz pierwszy print, napisałeś „Zgrzewarki rzecz ludzka się psują”, zgrzewarki przez „ż”…
- Acha! I to to, właśnie o to chodzi!!! Wstańmy do pracy jakby nigdy nic i pobijmy system! Arcie! Wzywam Cię, byś znowu pokazał na co stać kreację! Byś wpisał się na stałe na panteon kolorowych lejałtów dla bankrutujących klientów. [Alex, to wręcz profetyczne, wznosi ramiona, wstrząsają nim dreszcze, jest jak Wódz] Obudź w sobie Kreeeeatoraaaa! [Art jest przerażony i zafascynowany] obudź w sobie ducha Kreatora! [krzyczy, włos zmierzwiony, jakby nie on!]
[wielki huk wstrząsa pokojem, błysk i gwizd, w centrum sceny pojawia się duch, to nie jest zwykły duch, to mężczyzna ubrany w garnitur lejałtów znanych brendów, wisi na wielkiej sprężynie złoconej i dyndając niczym dziecięca zabawka nad kołyską góra / dół, objawia się kreacji w wielkim otwarciu]
- o kurwa! O gilvi! – Art prawie przewraca się na krześle, Alex zasłania oczy z przerażenia
- ooo gilvi [duch przemawia w duchu Makbeta, raczej z lekkim pogłosem] tak! Saczi end Saczi, tak! To ja! Nawet bardziej „end” niż Saczi! To ja! Kreatura Kreacji! Kreator Kreatywy wielkiej!!! Padnijcie na kolana mali tfurcy, pochylcie czoła, bluźniercy będę mówił do Was… pokraczne, chrome stworzonka reklamy lokalnej! Ach, ach[sprężyna się napina i rozwija, wygląda to raczej komicznie, poły marynarki w zadruku coca-coli falują na wietrze]
- Ach – kontynuuje duch Kreator – czym byłem ja, zanim spotkał mnie ten los? Na pewno nigdy nie zrozumiecie tego, ale Ty [wskazuje długim paluchem na Alexa] i Ty [głową kiwa na Arta] wiecie, że przegięliście już dawno temu… zanim do głowy Wam przyszło, że psujecie branżę!
- Nie! Nie prawda, o wielki Kratorze! – Alex próbuje zaprzeczyć
- Cicho bądź ślimaku outdorów, Ty nędzna liszko radiówek! Mam ja za sobą lata kłamstwa, w mych ustach sucho, w mej głowie – gorąc się zbiera, myśli nie nadążają przed czynami. Bo kim ja byłem, nędzne robaki nie pojmiecie! [wzdycha, lekko próbuje skontrolować ruch sprężyny, przyjęcie wygodnej pozycji jest jednak niemożliwe kontynuuje] – może jest jednak nadzieja, szansa na uratowanie was, byście jeszcze się cofnęli przed ostatecznym bluźnierstwem… bluźnierstwem lejałtu zrobionego dla klienta, który nie jest już klientem. Słuchajcie więc, ty [wskazuje na Arta] ślepy-daltonisto co kolorów nie widzisz i ty głupi mędrcu-dyslektyków piszący chuj przez samo ha. – Byłem ja niewierny życiu, zdradzałem go na cześć reklamy, widziałem obrazy – myślałem lejałty, słuchałem muzyki i słyszałem spoty radiowe, ha [lekko posmutniał] nawet na pogrzebie myślałem jak „to” by lepiej skręcić i na ilu oknach storybordu rozrysować by było dramatyczniej! Ma dusza dawno poszła w otchłań zapomnienia na cześć Kreaturzyska! Straciłem wszystko, co było ważne i zyskałem wszystko czego nie chciał nikt. Jestem tylko tym, co opublikowała prasa, puściło radio i postawiły firmy ołtdorowe, jak kampania znikam po 3 tygodniach… [przerywa] …i nikt mnie nie pamięta.
- Po cóż Wam to mówię, nie wiem ,ale lejałtu nie zrobionego dla niebyłego klienta mnie nie róbcie!!! Posłuchajcie mnie teraz uważnie, to Was uratuje, a dwa razy nie będę brifował, znaczy powtarzał [dramatyczna pauza]: reklama jest jak… reklama jest jak…
[nagle zapala się światło, głośny pisk pękniętej sprężyny miesza się z okrzykiem przerażenia kreacji, ducha nie ma, jest stróż w drzwiach z ręką na włączniku]
- wielkie gówno!
- słucham?
- Że co?
- Zoo! Do domu chłopcy wypierdalać, zamknąć porno-strony, wyłączyć gry komputerowe z Quake’iem na czele i zakończyć czaty z 10 letnimi dziewczętami i wypalić ostatnie megabajty muzyki, bo ja chcę tu posprzątać od zaraz! Od zaraz czyli za-ra-z! No panowie?
[obaj panowie kreatorzy struchleli, trochę są zdziwieni – patrzą po sobie i nagle, jak na sygnał... wstają z zza biurek i zaczynają się zbierać do wyjścia]
- tak, w zasadzie późno już…
- masz rację Alex, nie warto zarywać nocy, jutro prezentacja a rano jeszcze spotkanie w sprawie nowej reklamy dla producenta ubranek dla lalek…
- no właśnie. Panie Ireneuszu, my już za minutkę, opuszczamy budynek!
- to chciałem usłyszeć! – pan Irek, stróż jak mawia z dziada pradziada z tradycją, wyraźnie zadowolony i podchmielony czeka aż chłopcy wyjdą z pokoju, chłopcy wychodzą, światło gaśnie, pod nosem kończy niezadowolony – ta wasza cała reklama to o kant dupy by potłuc. Kurwa wiele hałasu o nic, za blacharkę się kurwa weźcie a nie w te gireki napierdalacie jak pragnę zdrowia, panie kochany!!!
[na telebimie napis "KOŃCA NIE WIDAĆ, PÓKI JEST REKLAMA NIE KOŃCZY SIĘ TA SCENA]

