Dziewczyna z Bochni

zaczepiła mnie kiedyś, to się zdarza. podarte prześcieradło, dwie piersi, ręce, nogi, ciało które się tarza. zaczepiła mnie z bochni. stamtąd była, jest i będzie, więdną kwiaty, list zagapił się w kant pustego już łóżka, zaczepiła mnie kiedyś to się zdarza, mokra, wciąż podniecona dziewuszka, to się zdarza, jej jedynej jednej pojedyńczo, solo, na mono. z bochni była. już nie zaczepia. już jest niemiła. nic się nie zdarza. dwa ciała zostały rozseparowane niczym matka z dzieckiem na obrazie pełnym wzruszeń zbędnych małych japońskich fleszy w Luwrze. nikt mnie nie zaczepia. może nigdy się już nie wzruszę. żadnych cycków nie dotknę nigdy się nie poruszę. leżę. jak świetlicki w pościeli. reszta się nie odzywa. reszta niech się pierdzieli!

Dodaj komentarz