tu nic nie czuję, nawet czuć nie próbuję
niczego mi nie brakuje w tym pustym tłumie
nie cieszę się jeszcze. nie miałem prawdziwej okazji
porozrzucałem wszystko w mieście. pełnym braku fantazji
śnił mi się wczoraj dzień. prognoza nieurodzaju.
na mój smutek padł cień. mój własny sposób na szczęście
zapuścił mały ostry cierń, wiercąc w pustym sercu z zacięciem
ślad pierwszych słów wypowiedzianych głośnym szeptem
nie cieszę się jeszcze. i to nazywam szczęściem.
reszta umiera. ze śmiechu. ja rosnę toczony rakiem,
żyję tym pustym uczuciem a raczej uczuć brakiem.
Archiwum dlaczerwiec, 2008
Nam
Dziewczyna z Bochni
zaczepiła mnie kiedyś, to się zdarza. podarte prześcieradło, dwie piersi, ręce, nogi, ciało które się tarza. zaczepiła mnie z bochni. stamtąd była, jest i będzie, więdną kwiaty, list zagapił się w kant pustego już łóżka, zaczepiła mnie kiedyś to się zdarza, mokra, wciąż podniecona dziewuszka, to się zdarza, jej jedynej jednej pojedyńczo, solo, na mono. z bochni była. już nie zaczepia. już jest niemiła. nic się nie zdarza. dwa ciała zostały rozseparowane niczym matka z dzieckiem na obrazie pełnym wzruszeń zbędnych małych japońskich fleszy w Luwrze. nikt mnie nie zaczepia. może nigdy się już nie wzruszę. żadnych cycków nie dotknę nigdy się nie poruszę. leżę. jak świetlicki w pościeli. reszta się nie odzywa. reszta niech się pierdzieli!
Steal This Blog!
Zdzisław zajrzał do szuflady. Porzucony blog siedział w kąciku i kwilił cichutko.
- Chodź do nowego tatusia – powiedział łagodnie.
Blog wyciagnął swe wątłe rączki w jego stronę.
- Już nie będziesz porzucoony. Nie będziesz już samotny. No chodź. Zmienimy ci hasło, będziesz mój na wieki.
Blog nie odpowiedział. Kwilił cichutko i mrużył swoje błękitne oczka. Ale było widać, że robi się szczęśliwszy z każdą chwilą.