![]()
Odcinek 4, nazwę wsi poznaję i smak wódki ze starych ziemniaków,
- Ty „człowiekiem drogi” jakimś jesteś? Na włóczęgę lub Cygana mi nie wyglądasz, handlować też niczym raczej nie handlujesz. Dobrze ubrany, dobrze wychowany, nic nie zarzucisz takiemu. Pan jakiś. – spojrzał na mnie znacząco – możesz u nas na trochę zostać ale uważaj na to co teraz powiem, bo nie będę powtarzał tego dwa razy! – jeśli przybyłeś do nas na zwiady, szpiegować dla [ściszył głos] Szekantów planujesz. Długo twoja stopa tutaj nie pobędzie… wierz mi, jak ja się czegoś takiego dowiem. – tu mój niedawno poznany druh od kieliszka wykonał znaczący gest na gardle pociągnięty palcem zamaszyście od lewej do prawej. – to po tobie. Więc gadaj, zanim wypijemy na drugą nogę, co cię sprowadza do wioski?
Druh to był nie lada, siedząc w kącie wyraźnie chronił swą fizjonomię przed innymi, ciekawskimi spojrzeniami. Nie dziwne, bo ten barczysty, nieco wiekowy pan, który jeszcze kwadrans temu grzmiał z kąta do mnie na progu, teraz w całej okazałości się prezentował. Starzec, mimo mocnej budowy ciała, łagodny był kiedy chciał nawet miły, jego śnieżno-białe włosy miały w sobie coś z czarownika. Obraz zaburzał jeden feler… poważny feler. Widok to raczej ciarki przeszywający, gdyby nie miejscowa wódka na starych przepisach robiona, nie zniósł bym tego. Jedno jego oko bielmem mocno przesłonięte i bez ruchu było wpatrzone we mnie. To najstraszniejsze było, że nie to zdrowe oko co się ruszało i widziało we mnie się wpatrywało. To bielmo na wskroś mnie przeszywało, studiując co w mej głowie siedzi. Tak się czułem i zapragnąłem jak najszybciej wyrzucić z siebie prawdziwy powód mego pobytu… czułem że on już wie, ten starzec półślepy co właśnie rozlewał kolejną kolejkę wódki.
- mapy robię, pewnie zauważyłeś me przyrządy naukowe, ten poczciwiec – rzuciłem za siebie na próg gospody, gdzie Wacław grzecznie czekał wpatrując się w nas i nasłuchując bez sukcesu – je zaniósł do pokoju mego, mapy robię, terenu i rozłożenia budowli. Waszą wioskę też nakreślić muszę na papierze, bo przyznam, co dziwne, jej nie ma w żadnym atlasie
- phi! – stary parsknął podnosząc kieliszek do ust, w gotowości do toastu – nie ma i nie będzie, ale jak lubisz mapy kreślić i płacą Ci za to? Kreśl! Proszę bardzo. – już by wychylił sam trzecią ćwierć, jednak zreflektował się i zakrzyknął – Za Mogiłki!!!
- Za Mogiłki! – zakrzyknęła jak na rozkaz cała sala, każdy co miał do toastu przyszykował, ja też mimo szumu wódczanego w głowie szybko podniosłem kieliszek – za Mogiłki – krzyknąłem nie wiedząc jeszcze, że wieś tę nazwę przybrała nie bez powodu.