Archiwum dlalipiec, 2006

Adella by Morela

lov.jpg

Wyjęta z torebki koperta nieznośnie paliła się w dłoniach Adelli. grzała jej wilgotne ręce tym, co w środku napisane. Adella nie spojrzała ani razu na kopertę, gasiła pożar serca zimnym deszczem za oknem.

Cała drżała, postanowiła że nie będzie przedłużać tej chwili w nieskończoność, lekko nadszarpnęła spojenie papieru, poszło jakby na złość, przedarła fragment kartki w środku. Zwiesiła głowę, zapłakała głośno na dłoniach poczuła łzy, papier westchnął jej smutkiem. Wyciągany list był niegrzecznym śladem młodości, teraz wydrukowany na poczcie z drukarki, tylko z drukarki bez cienia osoby piszącej bił w nią swymi nagłówkami. Adella nie wiedziała, czy chce to czytać. spojrzała jeszcze raz na pole. Nie, nie chcę tego przedłużać, teraz gdy wszystko już jest za mną… wybacz. Myśl ta przetarła się w chwili gdy zobaczyła kilka pierwszych wyrazów i zaczęła czytać na głos, szept był podsłuchiwany przez wiatr targający topolą:

jeśli Ty nie istniejesz, nie ma mnie, nie pada deszcz, nie wiem co jest, przecież byłaś, czułaś mnie, choć nie znaliśmy się… jeśli Ty nie istniejesz, jeśli… to ja nie istnieję, nie istnieje to, co czuję bo Ty mnie definiujesz. czy to sen czy jawa? Ty masz mnie, ja nie mogę sobie pozwolić nawet na Twoje spojrzenie, nie mam nic.

A. czy pamiętasz dzień w którym, miałaś na sobie zielony kapelusz, ktoś podał Ci dłoń w autobusie jadącym na wschód? To ja, na tyle mnie było stać, ale teraz wiem, że to za mało. Wiem, że jesteś dla mnie a ja istnieję dla Ciebie! Przyjeżdżam… chyba, że deszcz nie pozwoli mi do Ciebie trafić. Chyba że nie przeczytasz tego na czas. Czasu mam mało…

K.

p.s. jeśli nie – zniszcz ten list, zapomnij i wybacz!

Adella nigdy nie dostała listu od nikogo, poza ciotką która już nie żyje od dawna… Borys nie pisał, Borys mówił czułe i gorące słówka – pisać nie lubił. A teraz ona stoi przed oknem, list moknie od łez… tusz kiepskiej drukarki z poczty rozmywa się. Dlaczego, dlaczego? Dlaczego nie wtedy? pytała siebie, patrząc na resztki tekstu. Patrząc na datę… to było rok temu. dokładnie rok temu się dowiedziała, że kochał ją nie tylko Borys. Boże! Obaj odeszli. Teraz i ona odchodzi, nie dowie się kto ją tak mocno kochał. Nie dowie się, kogo Borys za tę miłość przeklinał biegnąc w pole. Skąd wiedział?

Nieważne, teraz już nic dla Adelli nie jest ważne. nic.

Pierwszy Dramat Reklamowy 4 by Raksa

bang.jpg

- Martwisz mnie.

- Ale nie o tym ja chciałem, wiesz ta dziewczyna z ławeczki…

- Która, aha z dworca, mów dalej a ja zapalę.

…była taka ładna, miała ok. 16 lat, może mniej. Żal mi było. A w TV nuda, więc…

- więc co? O Boże, ty chyba nie…

[na komputerze pojawia się okno Winampa, Art włącza piosenkę, bardzo głośno, to utwór z lat siedemdziesiątych / sześćdziesiątych z agresywnym refrenem zamykającym się w słowach „I want U to burn! Burn!”. Scena polega na szarpanych dialogach, wyrwanych z kontekstu – przebijających się w stronę odbiorcy, który ma prawo nie rozumieć, może się domyślać jedynie sensu rozmowy.]

„[...] I want U to burn!” [Kopi gestykuluje, nerwowo tłumaczy, miota się po pokoju. Art przysłuchuje się chowając twarz w dłoniach, muzyka podkręca całą atmosferę]

- Alex, Alex, Alex…

- ….wiem,

- nie mogłem się opanować

- …tego, to

- jej twarz…

- łopatą

się złamała

- …przestań, nie chcę słuchać

- …zrozum, ona.

- …kanister,

- …w bagażniku

- jesteś pewny?

 

- w Komorowie, nikt nie widział!

[muzyka milknie, cisza wypełnia salę, panowie patrzą na siebie w milczeniu, Alex poprawia fryzurę]

- przecież nie robię tego pierwszy raz, wiesz że mam wprawę, nikt nie…

- [gwałtowny gest dłoni] Wiem! Alex! [spokojniej] Proszę przestań, przestań pierdolony psycholu!

- ok, nie wracajmy do tego tematu więcej,… tylko nie pierdolony!

[obaj panowie dyszą ciężko, uspokajają się, Art zapala papierosa, Alex nawet nie próbuje zareagować, na ekranie telebimu duży czerwony napis: 3BA ROZMAWIAĆ NA KAŻDY TEMAT, TO OCZYSZCZA!]

Adella by Morela

lov.jpg

…deszcz wciąż padał. uderzał w okno i bezlitośnie przypominał Adelli o jej sprawie, wystukiwał morsem wszystkie proste słowa mówiące o nadchodzącym końcu.

“Jestem tutaj sama, zupełnie sama!” powiedziała na głos, rysując kręgi na tafli nierównego szkła – jej oddech przerywany łkaniem zostawił swój testament w postaci szybko znikających śladów pary. Była ciepła, ciepła lipcowa noc. Pierwsza taka, kiedy pada deszcz, ludzie mówią że popada do końca sierpnia, bo Bóg wreszcie, po dziesięciu latach suszy zwrócił się w kierunku ich kraju. Susza wiele uczyniła złego, ludzie pomstowali od wielu dni i bluźnili, tylko Adella ma dobre wspomnienia z czasów sprzed pory deszczowej.

Może teraz, kiedy pomyśli o tych czasach może wróci to do niej, może się obudzi obok Borysa, który jak co niedzielę będzie pachniał świeżo wypitym Jasiem… miała słabość do Jasia i do Borysa tym Jasiem upijającego się na werandzie ich domu. Nie pił zbyt dużo, tyle by “podkręcić atmosferę” jak to mawiał sam do niej na ucho lekko nadeptując jej stopy w tańcu do nieistniejącej muzyki puszczanej z zepsutego radia. Tańczyli tak do rana… we dwoje wtuleni w ciszę, upalną bezdeszczową ciszę.

Tańcz dla mnie Borys – pomyślała i zapłakała, nie mogąc więcej wspominać sięgnęła po torebkę, która była teraz jej ostatnim świadkiem tego co czeka opuszczone kobiety bez pola… W torebce spoczywał list, wydrukowany na kiepskiej pocztowej drukarce e-mail. W nim znajdzie sówj koniec, przepis na ukojenie – wieczne zamknięcie tego wszystkiego. List od człowieka, który teraz płacze w innym miejscu, w innym czasie. List od człowieka, którego nie pozna, nie znała ale który zmienił jej życie w deszczową tragedię przed oknem.

Adella sięgnęła niepewnie do torebki, zanurzyła dłoń w ciemnej czeluści skórzanego ciepłego i pachnącego papierosami żyjątka… cielęca skórka dzisiaj Adellę raniła w dłoń niczym papier ścierny. Torebka nie chciała oddać swego skarbu. Nie wpuszczała dłoni, zasłaniała się portfelem, pustą paczką Marlboro Lightsów, zapalniczką boleśnie wbijającą się w długie paznokcie… chusteczkami, kredką do oczu i kluczami do szopy stojącej na polu – obcym sprzedanym innym ludziom polu. “Wpuść mnie!” zapiszczała przez łzy, dłoń natknęła się na ostrą krawędź papierowej koperty, wyczuła spojenie – zamknięta i zdobyta, trzymana w ręce – siłą wyciągana z niezadowolonej torebki! Dziś się otworzy koperta, dziś zamknie się wreszcie życie Adelli.

c.d.n.n.

Adella by Morela

lov.jpg

Dzień wcześniej było wszystko dobrze i nic nie zapowiadało tego co się stało. Adella była mocna, dominująca i pewna tego, że wie czego pragnie w życiu. Dzień wcześniej było wszystko. Wczoraj nie padało, nie padało od 10 lat. Dziś pada deszcze, dziś nie ma nic.

Deszcz padał na odbicie Adelli, albo raczej na taflę szyby, w której się odbijała jej twarz. Bezbronne stare, drewniane okno, mimo że zamknięte, delikatnie poruszało się w luźnych zawiasach w rytm wiatru… i ona delikatnie czuła na twarzy zapach oddychającej po długiej suszy ziemi. Ulga deszczu nie dała Adelli nic. Ona po prostu usychała z mokrą twarzą patrząc na deszczowy świat…

Po co tutaj przyjechała, dlaczego to zrobiła? Odpowiedzi nie znajduje już od godziny, woda wygotowała się w czajniku rano, ogień zgasł pod zwęglonym dnem czajnika. Adella nie rusza się i tylko stoi patrząc na zacierający się horyzont, na drzewo, na na pole które już nie jest niczyje, jest sprzedane. wygląda od dzisiaj inaczej… bardziej złowrogo, groźnie i chyba po prostu obco. obce pole. mokre, bezlitośnie smagane deszczem – sprzedane i zmyte… pomyślała!

Serce Adelli mokre bo krwawi, choć jak ma nie krwawić skoro krew pompuje… ale Adella ma w sercu kilka niezagojonych miejsc, które się nie uleczą. nowa rana niespodziewanie nadeszła z dniem dzisiejszym. Głośny niegrzecznie deszcz nie pozwalał jej o tym zapomnieć, krople mają inny kształt, są mniej słone niż to co maluje się na jej twarzy teraz. łzy kłócą się z odbiciem w szybie, mają inne tempo niż woda z nieba. to czasem wygląda jak słodka woda wpływająca z delty dużej rzeki pod prąd w zatokę morską… Adella się uśmiechnęła. To był jej ostatni uśmiech w życiu, zaplanowane poruszenie kacikami ust wywołało tylko lekką mimikę twarzy która stała się teraz smutniejsza.

Borys odszedł… poszedł w pole zanim zaczęło padać… “chmurzy się!” – prosiła. “nie chcę wiedzieć, co mnie czeka” uniósł dłonie i wybiegł na pole. Sprzedane złowrogie pole, które już nie wygląda tak jak wtedyu gdy Borys kochał Adellę a Adella kochała Borysa.

Deszcz zmył resztki nadzieji z twarzy Adelli, zaczął się Jej ostatni dzień życia.

c.d.n.n.*

*ciąg dalszy niestety nastąpi

Spaceshit 5, by Teofil

77_.jpg

nie jest źle, jest tragicznie. w poniedziałek czasu marsjańskiego czyli w środę ziemskiego +- 7 dni, odpadł nam lewy silnik. Zawracamy i szukamy go w okolicy czarnej dziury.

niech mnie skoczkorąsie biją ale że mamy w rakiecie silnik i to lewy dopiero teraz przeczytałem w manualu pokładowym! mój niewidzialny asystent urwał się na randkę z latarnią morską, więc pozostałem sam z tym bałaganem. Nie mam czasu nawet zamoczyć rury w oleju, nie mówiąc o wyciągnięciu czułek. siedzę i narzekam “happy shiny people!” żeby akurat teraz zawrać.

straszna dziura z tej dziury, odnaleźliśmy tam kilka promów kosmicznych, dwa transportowce z LV 50 oraz jakiegoś grata “nostromo”… ludzie są śmieszni, gdy spytałem o lewy silnik załogę Nostromo, Ci zaczęli machać odnóżami i biegać krzycząc “kill me”. czasem wydaje mi się, że to wszystko to jakieś scie-fiction.

wrócił asystent, dzięki za to! mógł wreszcie zamknąć nasz dziennik pokładowy, strasznie wiało, gdy był otwarty. nie wiem, czemu ma 1 oko więcej? to podobno chwilowe. no i przyniósł silnik. sam go zabrał. dowcipniś “aj lov ju bejbi” nie ma co, nie ma co.

Wasz Para Solinass

p.s. Czy nie wiecie przypadkiem, czego dodają do Waszcza na zimno, że tak kosmicznie faluje gdy go się zasysa???

Strzelanina by Pran

beretta.jpg

środa

Cholernie gorąco. Dziura zabita dechami, magazyn, kilka osób strzela do siebie… dzień wyjątkowy dla mnie, duże napięcie – nie mam partnera, Al wziął urlop na dzisiaj. a tu sytuacja wymyka się spod kontroli, kończą nam się magazynki, ostra wymiana ognia doprowadza obie strony do powolnego wycofywania się na zaplecze… dostałem dwa razy, nic pozbieram się jakoś, leżę i walę z obu luf to czarnego żółtka. ten wściekle przeładowuje i z namaszczeniem celuje mi w korpus. upadam. ufff… było blisko. wzywam posiłki, krzyczę na całego w stronę detektywa Sipowicza, żeby coś kurwa zrobił… ten wzywa posiłki jednocześnie kurwi na swojego partnera, który leży i nic nie słyszy albo udaje martwego w całym tym pierdolonym zamieszaniu. Więc Sipowisz sam sparaliżowany wyciąga własne radio i nadaje… WRESZCIE nadchodzą posiłki!

Podczas kolejnej wymiany kurew i ognia nadchodzą posiłki. Jednak ktoś strzela do chłopca z pizzą. kurwa! rozlał sos, jebany amator. no nic. zjemy bez. Natychmiast namierzyłem budkę z piwem.

rezygnujemy z walki, dzisiaj wygrali strażnicy miejscy. za tydzień napierdalamy z pocztowcami.kończę dzień cały w siniakach po plastikowych kulkach. Paintball to jedyna okazja, bym sobie postrzelał do skurwieli z którymi na co dzień pracuję. szkoda że nie było Al’a… zebrało mu się na kilka siniaków.

no dobra. kończymy – trzeba jechać na Gocław. jakiś psychopata, podobno Gruzin, wywiesił brudne pranie na balkonie i trzyma zakładników – 13 osobową rodzinę z Włocławka. Nie wiem jak się z tego wyplączę, wszystko po zabawie w strzelanie mnie napierdala a negocjator dostał w twarz, spuchł jak pomidor i nie pojedzie… hmm. jak jest po gruzińsku “zdejmij pranie skurwysynu!”?

p.s. zwalniam Panią, panno Pusji, czy może mi pani zamówić na przyszły tydzień skrzynkę czerwonych paintnabojów i to samopowtarzające cacuszko made in taiwan ze sklepu dziecięcego na rogu 15tej i 7ej? I jeszcze jedno, szarlotka była znowu kurwa przesolona, następnym razem poproszę jednak sernik.

detektyw Żonkill

Pierwszy Dramat Reklamowy 3 by Raksa

bang.jpg

- ty, ty go nie lubisz, prawda?

- Kogo? Jula, tego błyskotliwego, przebojowego, przyjaznego w stosunku do wszystkich kolegów z pracy, ekanta i jednocześnie wzorowego, ciepłego ojca rodziny? Oczywiście, że tak! Jak mam lubić kogoś, kto codziennie mówi mi „cze”, żegna się słowem „nara”, ma czterdzieści lat na karku i nosi spodnie od Gucciego mówiąc że to „spodnie od Gaacziego”. Kurwa, Alex, ty nie miałeś chyba wątpliwości, pytając czy ja go lubię?

- Wiesz, wczoraj spotkałem na dworcu pewną dziewczynę, pomyślałem sobie, że to…

- Chyba nie miałeś wątpliwości, że…

- Tak, tak… [w roztargnieniu przerywa, zaczyna nerwowo chodzić po pokoju] wiesz ta dziewczyna, pomyślałem sobie, że jest taka ładna i taka samotna, może trochę zaniedbana (była na gigancie), uciekła z domu, nic nie jadła. Było późno, około 4 rano, spała na ławce, gdy przechodziłem…

- Nieważne Alex [po chwili zaczyna przysłuchiwać się koledze] ale co Ty kurwa robiłeś o 4 nad ranem na dworcu?!

- Przechodziłem i pomyślałem… [wybity z rytmu] ja? Ja? Nic. Tak sobie, spacerowałem, czasem tak robię gdy mi się program w TV skończy. Wiesz powtórki mnie wykańczają, o 22.00 „Detektywi bez wyrzutów sumienia”, o 23.15 „SEX VIP, czyli reportaż penetrujący śladem słynnych burdeli”. I koniec: 2.00 powtórka detektywów, 2.30 powtórka powtórki o burdelach. Nie mam kablówki, wyłączyli mi po tym, jak sąsiad przestał płacić.

- Jak to? Jak?

- Normalnie, on jest u nich przez pomyłkę pod moim numerem, a że jest bezrobotny od pół roku to nie płaci. Komputer wyłączył mnie a nie jego. Błąd w systemie, właśnie koresponduje z nimi, żeby włączyli mnie a jego wyłączyli.

- Jak to możliwe, że człowiek którego znam od 13 lat chodzi w nocy po dworcach z nudów i ja o tym nie wiem. Stary ty powinieneś się leczyć! Martwisz mnie.

Pierwszy Dramat Reklamowy 2 by Raksa

bang.jpg

Pokój kreacji, małe dwa biurka, ogólny nieład, w kącie makieta stendu sklepowego, na ścianach plakaty reklamowe, tablica korkowa z brzydkimi obrazkami… luz towarzyszący tego typu miejscom narzuca się widzom sam. Jest oczywiście przerysowany.

Dobra. Mamy to! – art zatarł rączki

- Panna wyszparowana, pan zblurowany! Udana para młodożeńców zaraz przed zakupem pierwszego w swoim życiu, jedynego w swoim rodzaju sprzętu mejdinczajna, na podwójnym mocowaniu o trójdzielnym systemie podgrzewania i elektronicznej tablicy rozdzielczej z komendami głosowymi wydawanymi przez 14 cybernetycznych czarnuchów, którzy w trzech tonacjach poinformują czy jest podgrzane, grillowane lub smażone to cholerne, plastikowe… – Kopi się ucieszył i wpadł w niepotrzebny słowotok

- zamknij się, kurwa nie mogę zebrać myśli…

- ha! ha! dlaczego, jest przecież dopiero 5 rano! Mały kryzysik twórczy, problemy z zebraniem myśli? Takie rzeczy, przypadłości kory mózgowej przełożone na wydajność umysłową i w finale produkujące zbędna agresję impulsy trafiają dopiero takich jak ty gości po 50tce… chyba że pracują w reklamie, wtedy zdarza się to znacznie częściej i wcześniej – ot po 30tce. Ale Tobie brakuje jeszcze kilku miesięcy bracie…

- zawsze musisz tak dużo mówić? Nie! [gestem przerywa] Nie odpowiadaj… zawsze. Przecież cię znam od tylu lat. Nigdy się nie zmienisz! – art zrezygnował…

- A może? Jednak… myślę, że to możliwe. [ do siebie, szeptem] że to może być TO!

- [kontynuuje patrząc bezmyślnie w monitor] …zawsze tyle gadałeś, w końcu płacą Ci za słowa.

- Co? A tak! Płacą i to całkiem nieźle ale głównie dzięki Tobie, no przynajmniej dzięki Twoim bazgrołom, he he tak bazgrołom. No bo spójrz na ten lejałt, która para młoda zaraz przed pójściem przed ołtarz najpierw zajrzy do sklepu AGD/RTV by skorzystać z jedynej, wyjątkowej wyjebanej w konsumencki kosmos promocji…

- Alex, ty się zamknij wreszcie! No ja tego nie zniosę, zaraz mnie wyniosą stąd… muszę zapalić. Gdzie moja zapalniczka. Ty, nie widziałeś mojej… aaa jest. [zapala drżącymi rękoma papierosa, wciąga dym w płuca i wygodnie zakłada nogi na biurko, mości się walcząc z komputerem]

- Tu nie można palić, tytoniu na pewno. Wiesz, że Julo jest czuły na punkcie niepalenia i białych ścian w biurze. Wiesz także, że jego żonie wycieli raka w zeszłym roku i nienawidzi osób, które narażają innych poprzez tzw. bierne palenie na podobne historie…

- [uśmiecha się błogo, nie zamierza przestać palić] …tak, raka jajnika… jeśli dobrze pamiętam to nie była kwestia palenia, ale wielce zaawansowanej choroby przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Wszystkie mamy w rodzinie żony Jula tak miały, wszystkie jeśli dobrze pamiętam – takie małe braki po kądzieli [zaśmiał się]. Nic na to nie poradzisz, powiem więcej [znacząca pauza ze wzrokiem zawieszonym na trzymanym papierosie] – jeśli palisz to nawet lepiej…

 

[zapadła cisza, komputer włączył wygaszacz – na ekranie pojawił się napis „NIE DOTYKAĆ, MYŚLĘ!”, na telebimie, który wciąż dominuje nad sceną pojawia się napis "świat wielkiej reklamy NIE myśli - świat wielkiej reklamy KREUJE MYŚLENIE!"]

 

Pierwszy Dramat Reklamowy 1 by Raksa

bang.jpg

Scena na małej przestrzeni biurowej, symboliczna scenografia ogranicza się do stołu konferencyjnego, automatu z wodą. Światło na środek zimne, białe punktowe. W tle dźwięk występów cyrkowych. Można dodać elementy high-tech, czyli np. ścianę telebimów z lecącymi reklamami bez dźwięku, coś na kształt kiepskich popłuczyn świata „wielkiej reklamy” plus tablica z napisem nad telebimem „Świat Wielkiej Reklamy”. Przy konferencyjnym siedzą: Art, Kopi, nieznany ekant.
- Zebraliśmy się tu po to, by porozmawiać o reklamie…
- Ha, ha, ha – salwa śmiechu w duecie rozbawionej kreacji, takiego nie kontrolowanego porannego śmiechu.
- Reklamy, powiadasz? – zamyślił się Art
- Hmm… reklamy, czyli co? – syknął w stronę nieznanego ekanta Kopi.
- Reklamy, takiej zwykłej – kontynuuje nieznany ekant, nie czując drwiny… – Ojej!!!

- Właśnie – „Ojej!!!” – chórem odparli ludzie z kreacji
- Jednak nici z rozmowy o stanie polskich dróg, kobietach przed menopauzą w Unii Europejskiego wg badań Instytu HaGieW-u – zadrwił zza kubka gorącej kawy Art, ciągnął dalej zręcznie udając rozczarowanie – albo, albo o najbliższych nam priorytetach zapoczątkowanych w planie dwuletnim w siostrzanej Korei Północnej?
- Ha, ha, ha – publiczność, czyli Kopi, jak zwykle się dobrze bawi…
- Spokój, proszę kolegów o spokój, nie mamy czasu na dyrdymały, zaraz mam miting z klientem w sprawie piczu… – ekant zaczął tracić swoją anielską cierpliwość… – a tu dedlajn zabójczy i roboty dużo…
- Naszej roboty – Kopi, uzupełniając wypowiedź, wyraźnie zaakcentował słowo „naszej”,

 

- Dobra, dobra, mów o co chodzi! – uciął walkę na pyskówki Art
- Chłopcy, chodzi o…
- Tylko nie chłopcy!!!
- Koledzy!!!
- Jacy „koledzy”?
- Panowie!!! [spokój na scenie] chodzi o [dramatyczna acz skuteczna pauza] PRASĘ!!!

Cisza na scenie, światło gaśnie, siedzący przy stole Kopi, ekant, Art nieruchomo na siebie spoglądają. W tle słychać wyraźnie odgłos wymarszu wojska. Na telebimie pojawia się napis “PRASA – aplauz!!!”.

cdn.

scan4.jpg

Pierwszy Kapitan: Skoro my tu wpieprzamy sałatkę z krewetek z sosem 1000 wysp, to kto, do cholery pilotuje ten samolot?!

Ostatnia Stewardessa: nie wiem panie kapitanie, chyba ładniej tak… jest.

« Wcześniejsze wpisy